Ja akurat nie mogę jeździć, bo wysłałem amortyzator do serwisu i czas przeznaczony na jazdę poświęciłem małemu przeglądowi.
Wyjąłem z roweru koła, rozkręciłem piasty i wytarłem różne "śmieci", które dostały się do piast przez lato (a dzięki kilkunastogodzinnym wypadom czy przejazdom przez rzekę potrafiło się sporo tego dostać nawet pod uszczelki). W moim przypadku w tylnym kole system 4 łożysk jest tak zbudowany, że wystarczy wszystko wytrzeć, polać smarem bio-degradalnym i ponownie wytrzeć aby bezproblemowo działało. Niestety w przednim kole poza dokładnym wyczyszczeniem między każdym elementem musi znajdować się smar stały, aby nic nie piszczało - no i jest. Odkręciłem i umyłem oraz odtłuściłem tarcze hamulcowe, rozebrałem i wyczyściłem kasetę. Opony umyłem "na kołach" za pomocą szczotki do paznokci i wody z mydłem a następnie napastowałem specjalnym sprayem do ogumienia ( nie wolno nanieść tego na hamulce a na gumie pozostawia warstwę ochronną, przez co pierwsze metry jedziesz jak po lodzie ).
Oczywiście doszedłby do tego pełen serwis zawieszenia, gdyby rama nie popękała nie musiałbym wymieniać jej w środku lata.
Poza tym odkręcam pedały i gwinty ich osi oraz nakrętek smaruję smarem stałym żeby w razie czego nie zaczęły korodować.
Linki mam pociągnięte w jednym kawałku pancerza, więc zostaje mi tylko założyć jakiś prowizoryczny błotnik chroniący przednią przerzutkę od śniegu, a rower w ciągu zimy i tak zrobi minimum 2 000 kilometrów.