Ledwie strumień w przestrzeni gęstwinie ujrzał świt,
On już, niczym rycerz wierny, przy nim był.
Krople rosy na gałęziach opuściły mgły,
Tylko dla widoku tego postać swą pod hełmem krył,
- Chociaż nie kopyt pozostawiał jeden ślad -
By móc o brzasku widzieć, że naprawdę żył.
To o rowerzyście - bo nie chodzi tylko o kondycję